Matka synów Zebedeusza podeszła do Jezusa ze swoimi synami i oddając Mu pokłon, o coś Go prosiła. On ją zapytał: "Czego pragniesz?". Rzekła Mu: "Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie, jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie". Odpowiadając Jezus rzekł: "Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?". Odpowiedzieli Mu: "Możemy". On rzekł do nich: "Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował". Gdy dziesięciu pozostałych to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: "Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu".

 

Przez tyle tysięcy lat nic się nie zmieniło. Człowiek pozostanie człowiekiem do końca swego ziemskiego bytowania. Dziś tak często spotykam ludzi, którzy ciągle muszą rywalizować. Ciągłe kompleksy wypływają na wierzch. Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam, że serce człowieka często nie zwraca uwagi na dziedzinę, w jakiej sieje zamęt. Kto lepszy w piłce, kto lepiej śpiewa, kto więcej posiada, kto ma więcej wycieczek na koncie... – wszystko podlegać może rywalizacji, nawet sprawy Boże. Pozycja po lewej czy prawej stronie Mistrza. Pozycja dziekana, biskupa, lidera we wspólnocie.

Nikt nie kwapi się, aby służyć. Mnóstwo osób natomiast ma wysokie aspiracje. Skąd to się bierze? Dlaczego świat dzisiaj czerpie pieniądze z rywalizacji? Musisz to kupić, musisz być modna, musisz mieć lepszy samochód, czas na zmianę domu, być może zakup helikoptera... (skoro inni mają już awionetki). Dlaczego tak się dzieje? Otóż dlatego, Siostro/Bracie, że ludzie przestali miłować, przestali kochać i upatrują własnej "lepszości" w posiadaniu, statusie materialnym, pozycji w firmie, organizacji, rządzie, hierarchii...

Co jest tego powodem? Rzecz jasna: brak miłości. Nie czujesz się kochany, więc nie jesteś dowartościowany. Często obserwuję to u dzieci. Jak dzieciaki zabiegają u nas o czas dla nich, o miłość dla nich. Tak bardzo chcą być zauważane. Jeśli od dzieciństwa nie budowano w nas zdrowego poczucia wartości, to przez całe życie nosimy ten bagaż. Czujemy się ciągle gorsi. Mało wartościowi, atrakcyjni, a tak naprawdę mało kochani.

Kto spotkał Miłość z Betlejem, kto poznał Miłość z Nazaretu, kto żyje w obecności Ducha Św., ten nie zazdrości. Nie bierze udziału w rywalizacji, wyścigu szczurów – bo i po co? Przecież Tata w Niebie kocha mnie wyjątkowo, jak każde swoje dziecko. Miłość Ojca sprawia, że nic już nie jest w stanie sprowokować nas do wywyższania się. Miłość rodziców do swych pociech na co dzień powoduje, że czują się kochane, wartościowe i nie gonią za pustymi sprawami świata.

MIŁOŚĆ OJCA! Czujesz ją? Masz pewność, że jesteś dzieckiem Boga Ojca, królewskim dziedzicem? Że możesz wołać Abba, Ojcze, Tatusiu? On kocha swoje dziecko! Każde, bez wyjątku. Dokładnie na wymiar, dokładnie na maksa. Czujesz to?

I jeszcze jeden aspekt przychodzi na myśl. Syn zawsze pełnił wolę Ojca. Do końca. Zanim wybrał Dwunastu, pytał Ojca całą noc na modlitwie. I nawet teraz, kiedy Ojciec przekazał Mu panowanie nad ludźmi, dalej nie chce decydować sam. Nie chce pełnić swojej woli, lecz odpowiada: "Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale [dostanie się ono] tym, dla których mój Ojciec je przygotował". Niesamowite. Zawsze pełnić nie swoją wolę. Zawsze pełnić wolę Ojca – chcę...