Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami: "Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha!"

 

Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Czy także i ja należę do tych szczęśliwców, którzy widzą i słyszą? Lecz cóż można zobaczyć i usłyszeć? Słowa pełne mocy, działające wielkie rzeczy w naszej rzeczywistości, teraz i nieustannie.

Królestwo pokoju, miłości i radości zostało posiane na glebie tego świata i nieustannie wydaje obfite owoce. Trudno mi to dostrzec? Może mam zatwardziałe serce z powodu zaciemnienia grzechem i to nie pozwala oczom na dostrzeganie, a uszom na wsłuchiwanie się w Dobrą Nowinę?

Nie wolno nam odrzucać zaproszenia do przyjęcia Bożego miłosierdzia, które jest zdolne tak oczyścić nasze serca, że w Bogu dostrzeżemy jedyne źródło wszelkiego dobra. A wtedy stanie się On naszym największym pragnieniem i jedynym celem wszystkich naszych poczynań. Stąd wiedzie prosta droga do realizacji Jezusowych słów o szczęściu i radości tych, co widzą i słyszą.