W pierwszy dzień Przaśników, kiedy ofiarowywano Paschę, Jezus, gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał uczniom, mówiąc: "Bierzcie, to jest Ciało moje". Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: "To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana. Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił napoju z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić będę go nowy w królestwie Bożym".

 

To słowa naszego Pana i Mistrza: „Moje Ciało i Moja Krew – za was, za wasze rodziny, za losy świata”. Można przypuszczać, że gdy Jezus wypowiadał te słowa podczas Ostatniej Wieczerzy, Apostołowie nie zdawali sobie do końca sprawy, co się dokonuje. Oni jeszcze nie rozumieli. Czuli jakąś wyjątkowość tej chwili, ale nie rozumieli tego wydarzenia do końca. Po cierpieniu, męce, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa, Apostołowie, przechodząc ten etap, zrozumieli i przyjęli to do swego serca, co dokonało się w czasie Ostatniej Wieczerzy.

A w naszym życiu, jak to wygląda? Człowiek musi nieraz doświadczyć cierpienia, by zrozumieć pewne rzeczy, by spojrzeć na wszystko z odpowiedniej perspektywy. My również musimy przejść pewien etap, doświadczyć pewnych trudności w swoim życiu, nawet pocierpieć, aby tym bardziej otworzyć swoje serce na poznanie Prawdy. Jesteśmy w jakimś sensie podobni do Apostołów. Idziemy za Jezusem już tyle czasu, a czy już zrozumieliśmy słowa, które do nas wypowiedział w czasie Ostatniej Wieczerzy. Czy wierzysz? To Jego Ciało, to Jego Krew…