Jezus powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: O cokolwiek prosilibyście Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna. Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię wam, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wy Mnie umiłowaliście i uwierzyliście, że wyszedłem od Boga. Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca».

 

W podniosłą atmosferę Wieczernika wkrada się cień smutku, zarysowany – jeszcze bardzo ogólnie – perspektywą bliskiego odejścia Jezusa: „Powiedziałem wam to, a smutek napełnił wasze serca” (J 16,6). Smutek ten rodzi się z poczucia, że kończy się pewien etap w ich życiu (Jezus idzie tam, dokąd oni, którzy poszli za Nim, teraz pójść nie mogą!), w obliczu niepewności tego, co wydarzy się „za najbliższym zakrętem”. Jezus zna tajemnicę serca uczniów – wie również, że moment Jego przejścia stanowi dla uczniów próg do zupełnie nowej rzeczywistości, do zupełnie nowego doświadczenia. Nowość tę wyraża obraz narodzin: „Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu – z powodu radości, że się człowiek na świat narodził” (J 16,21).

Na czym nowość ta polega?

Do tej pory nie prosiliście w imię moje – teraz proście w imię moje, a Ojciec da wam w imię moje.

Do tej pory mówiłem w przypowieściach – teraz otwarcie oznajmię wam o Ojcu.

Do tej pory ja mówiłem wam o Ojcu – teraz powiem Ojcu o was...