Stworzenie bowiem zostało poddane marności - nie z własnej chęci, ale ze względu na Tego, który je poddał - w nadziei, że również i ono zostanie wyzwolone z niewoli zepsucia, by uczestniczyć w wolności i chwale dzieci Bożych. Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwsze dary Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy, oczekując - odkupienia naszego ciała. W nadziei bowiem już jesteśmy zbawieni. Nadzieja zaś, której [spełnienie już się] ogląda, nie jest nadzieją, bo jak można się jeszcze spodziewać tego, co się już ogląda? Jeżeli jednak, nie oglądając, spodziewamy się czegoś, to z wytrwałością tego oczekujemy.

 

Paweł jest niesamowitym dyplomatą: "Sądzę, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić." Jednak bardzo trudno nam jest uwierzyć w to słowo w momencie, gdy doświadczamy cierpienia, trudno jest wtedy znaleźć pocieszenie w tym, że za 5, 10, 20, 60 lat będzie lżej. Z drugiej strony jednak, Paweł wypowiada to słowo pod natchnieniem Ducha Świętego, który już teraz daje nam nadzieję na lepsze jutro. To słowo niech przeora to, co ludzkie i napełni nas pokojem!