Jezus powiedział do swoich uczniów: «Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Gdy któregoś z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą. Wszystko więc, co chcielibyście, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem to jest istota Prawa i Proroków».

 

Wydawać się może, że w dzisiejszym świecie znajdziemy mnóstwo przykładów, które zaprzeczają słowom Jezusa z dzisiejszej Ewangelii. Przecież jest wielu ludzi, którzy, modląc się gorliwie, proszą o cud uzdrowienia, a go nie dostają. Wielu szuka dobrej pracy, dobrego męża czy żony, a pozostają bezrobotni i samotni. Wielu puka i stara się dotrzeć do innych ludzi, instytucji, a zastają ciągle drzwi zamknięte. Czyżby słowa Pana Jezusa zostały powiedziane na wyrost? Czy może dotyczyły tylko Apostołów i wybranej grupki uczniów? 

W filmie „Bruce Wszechmogący” jest scena, w której główny bohater, obdarzony na tydzień cząstką Bożej mocy, nie radzi sobie z zanoszonymi do Boga modlitwami. Postanawia spełnić wszystkie zawarte w nich prośby. Decyzja ta sprowadza chaos na całe miasto, doprowadza do konfliktów i zniszczenia. Dopiero interwencja prawdziwego Boga pozwala na uporządkowanie wszystkiego. Ta scena dobrze pokazuje, co stałoby się z nami, gdyby Bóg spełniał wszystkie nasze prośby. Pan Bóg nie jest cudomatem, maszynką do spełniania życzeń. Jest naszym Ojcem i przede wszystkim dba o dobro swoich dzieci. Nie chodzi o to, żeby przestać prosić (sam Jezus nas do tego wielokrotnie zachęca), ale by zweryfikować w świetle Bożej odpowiedzi, czy to, o co proszę, jest dla mnie dobre. Prośmy więc, aby Ojciec Niebieski obdarzył nas tym, co dla nas dobre, a na pewno nam się to stanie.