Gdy Jan nauczał nad Jordanem, pytały go tłumy: «Cóż mamy czynić?». On im odpowiadał: «Kto ma dwie suknie, niech się podzieli z tym, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni». Przyszli także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i rzekli do niego: «Nauczycielu, co mamy czynić?». On im powiedział: «Nie pobierajcie nic więcej ponad to, co wam wyznaczono». Pytali go też i żołnierze: «a my co mamy czynić?». On im odpowiedział: «Na nikim pieniędzy nie wymuszajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na waszym żołdzie». Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem. Ma on wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym». Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę.

 

Adwent według Jana Chrzciciela to czas, który przeżywamy wspólnie, ale też każdy indywidualnie musi go doświadczyć w swoim życiu. Prorocy, a wśród nich także Jan, są po to, aby kierować do nich pytanie o to, co mamy czynić. Różne grupy osób słuchające Jana pytają: co mamy czynić?

Jan odpowiada, że Adwent jest związany z jakimś konkretnym czynem w konkretnym życiu. Dlatego Jan Chrzciciel nie proponuje jakiejś nowej, nadzwyczajnej drogi, nie wzywa ludzi, by pozostawili swoje zawody, rodziny, poszli na pustynię i żyli jego stylem. Nie zachęca żołnierzy, aby zostali pacyfistami, ani celników do rezygnacji z dotychczasowej pracy. Każdy ma pozostać na swoim miejscu, ale żyć inaczej. Kierować się sprawiedliwością i miłosierdziem.

Nasze adwentowe nawrócenie nie ma być oczekiwaniem na jakiejś spektakularne, niezwykłe gesty. Jan nic nadzwyczajnego nie czynił. Chodzi o wierność codziennym obowiązkom wynikającym z naszego powołania. Uczciwość, szacunek, hojność, dobroć, poszanowanie… Tu znajdziemy odpowiedź, na którym kilometrze naszej adwentowej drogi jesteśmy.

Hinduski sufi był w młodości rewolucjonistą i prosił Boga, aby mógł zmienić świat. W wieku średnim zrozumiał, że nie zmieni całego świata, i modlił się o zmianę swojej rodziny, przyjaciół, najbliższych. A gdy się zestarzał, zaczął się modlić o łaskę zmiany, nawrócenia siebie. I wyznaje: Teraz, kiedy moje dni są policzone, zacząłem rozumieć, jaki byłem głupi. Gdybym się modlił od początku o nawrócenie siebie, nie zmarnowałbym życia (A. de Mello).

Cóż mamy czynić? To pytanie warto postawić sobie również w kontekście dzisiejszej Niedzieli Radości. Odpowiedź: radować się! Prawdziwa radość płynie z dobrze wykonanej roboty, z satysfakcji wynikającej z dobra wyświadczonego drugiej osobie, ze świadomości, że ktoś dzięki mnie mógł się uśmiechnąć, że ktoś uwierzył w dobroć Boga i dobroć człowieka. Takiej radości w dzisiejszych czasach nam potrzeba.