Bracia: Pierwsze przymierze zawierało przepisy służby Bożej i posiadało ziemski przybytek. Był to namiot, w którego pierwszej części, zwanej Miejscem Świętym, znajdował się świecznik, stół i na nim chleby pokładne. Za drugą zaś zasłoną był przybytek, który nosił nazwę «Święte Świętych». Ale Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy, i nie ręką – to jest nie na tym świecie – uczyniony przybytek, ani nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego i osiągnął wieczne odkupienie. Jeśli bowiem krew kozłów i cielców oraz popiół z krowy, którymi skrapia się zanieczyszczonych, sprawiają oczyszczenie ciała, to o ile bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu.

 

„Nie przybył po to, żeby przelewać krew kozłów czy cieląt, lecz aby przelać własną krew (…). Dlatego właśnie Jego krew ma moc prawdziwego oczyszczenia naszych sumień z martwych uczynków” (Hbr 9, 12a.14b w tłum. NPD).

Nieciekawą perspektywą jest śmierć, a autor listu wraca co jakiś czas do określenia „martwe uczynki”. Jest to tym bardziej zaskakujące, że przecież zdolność do działania jest raczej dowodem życia, a nie poświadczeniem śmierci. A jednak mogą być czyny – więcej, dobre czyny, które nie są świadectwem danym Życiu, o którym apostoł Jan będzie pisał, że się objawiło jakoś światłość zwyciężająca ciemność śmierci.

I dotarło do mnie po raz kolejny, że nie to, co robię dobrego, powinno pochłaniać moją uwagę (a nawet być powodem tego miłego łechtania męskiej dumy), ale mam położyć akcent najpierw na poznawaniu tego, co podoba się Bogu, i w konsekwencji stawać się spełnionym (sic!) pragnieniem Ojca wszechmogącego…

Zatem również Tobie życzę czynów świadczących o tym, że żyjesz naprawdę… I niech to życie stanie się kiedyś wiecznością +