Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? On, usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.

 

Co kryje ludzkie serce? Jakie uczucia w nim się gnieżdżą? Czasem wydaje nam się, że kogoś bardzo dobrze znamy, a jednak potem… Różnie to bywa… Patrzymy na drugiego człowieka i w pierwszym momencie dostrzegamy jego wygląd zewnętrzny. Następnie wchodzimy w dialog i staramy się go lepiej poznać. Jednak mimo tego nasze poznanie naznaczone jest pewną dozą omylności.

Bóg wie, co kryje się w ludzkim sercu. Przed Nim nie ma tajemnic. Nasuwają mi się w tym miejscu słowa z Pierwszej Księgi Samuela: „…nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (por. 1 Sm 16,7).

Jezus popatrzył na serce celnika Mateusza. Dostrzegł w nim coś, czego nie widzieli ani uczeni w Piśmie ani faryzeusze. To jego serce może i nie było bez zarzutu – naznaczone grzechem chciwości, zranione słabością, ale z pewnością wyczekujące miłosierdzia. 

Faryzeusze wiedzieli, że pobożni Żydzi nie mogą przebywać w towarzystwie grzeszników. Tymczasem Jezus, najlepszy lekarz, szukał takich ludzi, aby ich uleczyć. Uwolnić z łańcuchów grzechu, a nawet wielu z nich powołać do swojej służby. Jezus przyszedł, aby uświadomić grzesznikom zagrożenie, jakie niesie ze sobą trwanie w grzechu. Czyniąc pokutę, mogą otworzyć się na lecznicze działanie łaski odkupienia. 

Każdy człowiek potrzebuje łaski miłosierdzia. To dlatego Jezus przychodzi do tych, którzy otwierają się na głos Jego słowa. Przed nikim nie zatrzymuje możliwości skorzystania z tego daru. Jezusowi milsze jest miłosierdzie niż składanie ofiar. 

Św. Hieronim stwierdzi: „Ze względu na szacunek wobec Mateusza pozostali ewangeliści nie podają imienia pod którym był znany, ale nazywają go Lewi. Sam Mateusz natomiast postępuje zgodnie z zaleceniem Salomona, który powiada: «Sprawiedliwy sam siebie oskarża». Także na innym miejscu jest napisane: «Wyznaj swe winy, abyś dostąpił usprawiedliwienia». Mateusz stwierdza, że był celnikiem, aby pokazać każdemu, kto czyta, że nikt nie powinien wątpić w swoje zbawienie, o ile nawróci się ku doskonalszemu życiu. On to bowiem właśnie w jednej chwili z celnika stał się Apostołem” (A. Paciorek, Podręczny komentarz biblijny. Ewangelia według świętego Mateusza, Tarnów 2009, s. 187).

Warto spojrzeć na postawę faryzeuszów z powyższej Ewangelii, których cechy można znaleźć także u niektórych współczesnych ludzi. Na pierwszy plan wysuwa się ich pycha, są tak egoistycznie nastawieni do własnej świętości, że nie zwracają uwagi na tych, którzy uwikłani są w grzechach. Niby mają być lekarzami, ale boją się kontaktu z chorym, żeby nie ulec jakiejś infekcji. Odwracali się od grzeszników. Interesowało ich tylko i wyłącznie własne zbawienie. Zapominali przy tym, że w ten sposób mogą bardzo łatwo zatracić własne dusze. 

W ich pobożności można odkryć krytykanctwo, a nie miłosierdzie. Wytykali grzeszników palcami, ale sami pomóc im nie chcieli. Marna jest taka pobożność pozbawiona odruchów miłosierdzia. Nie można kochać i nie chcieć dobra drugiej osoby. 

Obecnie również można wiele mówić o swojej pobożności, jeździć na pielgrzymki od Medziugorie do Meksyku, mieć świętymi obrazami pozapychane ściany w mieszkaniu, a postawą swoją przypominać klasycznego faryzeusza. Z grzesznikami nie chce mieć nic do czynienia, unikać ich i tylko wytykać palcami i krytykować.

Jezus zaprasza sam do czego innego. Wierzący ma być otwarty na każdego człowieka, tym bardziej na pogubionego w życiu i potrzebującego. Tylko wtedy będzie się prawdziwym uczniem Mistrza.

 

Przeczytaj również >>Jezu, Ty się tym zajmij!<< - Przemysława Radzyńskiego.