Jezus powiedział: «Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno by się nawróciły, siedząc w worze i popiele. Toteż Tyrowi i Sydonowi lżej będzie na sądzie niżeli wam. A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz! Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który mnie posłał».

 

Zawsze mocno potrząsa mną Jezusowe „biadanie”. Tak jest i dzisiaj. Patrząc na to, co się wokół nas dzieje, naprawdę wypadałoby ubrać wór pokutny i błagać o Boże miłosierdzie nad światem...

Czasem odnoszę wrażenie, że tak wielu z nas żyje wyobrażeniami o życiu, oczekując (a może i żądając) przysłowiowego ptasiego mleczka i świętego spokoju, który niestety ze świętością nie ma nic wspólnego. Tak wielu rozmija się z tym, co w życiu najważniejsze, ignorując, odrzucając Bożą miłość. A gdy znienacka przychodzi jakiś wstrząs, cierpienie, traumatyczne doświadczenie, to dziwią się, jak kochający Bóg mógł do czegoś takiego dopuścić.

Dla mnie dzisiejsze Słowo jest przypomnieniem o tym, że codziennie mam się nawracać, że każdego dnia mam podnosić się ze swoich upadków, zostawiać światową ułudę, wsłuchiwać się w delikatne zaproszenia, jakie nieustannie mój Bóg do mnie kieruje, i okazywać Mu wdzięczność w każdy możliwy sposób – o każdej porze dnia i nocy.

Jezu cichy i Serca pokornego, uczyń serce moje według Serca Twego!