Posiane na miejsce skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje. Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny.

 

To było takie dobre dziecko. Nigdy nie piło, paliło, nie przeklinało, a teraz… cóż się z nim teraz stało? Pozwolę sobie na osobistą refleksję: Marka znałem długie lata. Razem służyliśmy przy ołtarzu jako ministranci, a następnie jako lektorzy. Kiedy rozpocząłem studia w seminarium, nasz kontakt się urwał. Jakiś czas temu spotkałem mamę Marka. „Księże Krzysiu, odpraw za mojego Mareczka Mszę Św. w intencji: o nawrócenie i powrót do Pana Boga”. Zaraz później dowiedziałem się, że Marek odszedł od Kościoła (dosłownie). Kilka, a może kilkanaście lat nie korzystał z sakramentu pokuty i pojednania. Żyje w konkubinacie. Serce matki pęka z bólu, widząc jak jej syn zatraca się duchowo. A przecież był tak blisko Boga. Ziarna słowa Bożego padały także z jego ust. Cóż zatem się stało?

Jezus Chrystus w powyższej Ewangelii wyjaśnia słuchaczom, co dzieje się z każdym, który nie rozwija w sobie daru wiary. Zaczyna od „rozumienia królestwa”. 

Ziarno wiary trzeba przyjąć swoim sercem, ale to za mało. Trzeba także, na ile jest to możliwe, zrozumieć je. Jasno przypomni o tym Jan Paweł II w encyklice „Fides et ratio”. Już we wstępie do tego dokumentu odnajdujemy słowa: „Wiara i rozum (Fides et ratio) są jak dwa skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy. Sam Bóg zaszczepił w ludzkim sercu pragnienie poznania prawdy, którego ostatecznym celem jest poznanie Jego samego, aby człowiek — poznając Go i miłując — mógł dotrzeć także do pełnej prawdy o sobie”. 

Trzeba nieustannie, każdego dnia kontemplować Boga w sercu. Nie zatrzymać się tylko na słowie, ale dać temu słowu wyraz w swoim życiu, w swoich słowach, w swojej postawie. Niestety często tego brakuje. Stajemy się taką drogą, na której co prawda są słowa życia, ale bardzo łatwo je utracić.

Jezus Chrystus przestrzega także przed innym niebezpieczeństwem – niestałością. Można szybko zapalić się w wierze, ale można równie szybko wypalić się w niej. Uczeń Jezusa musi być utwierdzony w tym, w co wierzy. Jednak, aby tak było, potrzeba systematycznej pracy nad sobą. Jak drzewo wraz ze swoim wzrostem coraz głębiej zapuszcza korzenie w ziemi, tak wierzący wraz z przypływem lat powinien wrastać w Chrystusa. Tak! Nie pomyliłem się, powinien wrastać w Chrystusa! To przecież On pozwolił każdemu spożywać swoje Ciało i Krew, po to aby Jego Krew była w Tobie! Kiedy przyjmujesz Eucharystię, Bóg jest w Tobie, a ty w Nim. Nie ma wartościowszego daru nad ten dar! Ciało Chrystusa powinno powodować wrastanie w skałę, którą jest On sam – Bóg. 

Trzecim niebezpieczeństwem braku rozwoju życia Bożego, o którym mówi Jezus Chrystus, są „troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne”. Pewnie każdy ma tych trosk doczesnych, aż nadto. Jezusowi nie chodzi bynajmniej o to, żeby ich nie dostrzegać, ale żeby z nimi sobie radzić. Żeby one nie zagłuszały tego, co najważniejsze – głosu Boga. Poważna operacja, trudny egzamin, brak pracy… Są to sprawy, których nie można bagatelizować. Te wydarzenia trzeba przeżywać z Chrystusem i Jemu powierzać. Z drugiej strony może pojawić się problem nadmiernego bogacenia się (kiedyś już o nim pisałem). Pan Bóg nie krytykuje dóbr materialnych, ale podejście, jakie może mieć do nich człowiek! Chciwość, żądza zysku, zachłanność, egoizm, kradzież… i bardzo szybko okazuje się, że człowiek bardziej „kocha” bogactwa (pieniądze), niż drugiego człowieka! Bogactwa mogą odbierać człowiekowi wiarę, miłość do Boga i drugiego człowieka. W relacji do dóbr materialnych trzeba pamiętać, że wszystkie te dobra przeznaczone są do użytku wszystkich ludzi. Jest to zasada tzw. powszechnego przeznaczenia dóbr. 

Jezus kończy dzisiejszą perykopę biblijną słowami: „kto słucha słowa i rozumie je…, wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny”. Słuchać słowa i je rozumieć, zgłębiać ich treść, to gwarancja obfitych plonów.  Bowiem Królestwo Boże rozpoczyna się od głoszenia Ewangelii, ale skuteczność Chrystusowego nauczania zależy głównie od postawy słuchaczy. 

 

Przeczytaj również >>Kobiece slow life<< Eweliny Gładysz.