Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: To Ja jestem, nie bójcie się! Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali.


Cud za cudem i to opowiedziane spokojnym językiem Ewangelisty. Rozmnożenie chlebów, chodzenie po wodzie, nieoczekiwane i natychmiastowe znalezienie się uczniów u brzegu jeziora, celu swojej ówczesnej przeprawy. Ale też można zapytać - dokąd poszedł Pan Jezus po rozmnożeniu chlebów? Dlaczego nie było Go razem z uczniami? Nastały ciemności, dołączył się silny wiatr i wzburzył jezioro. Nieprzyjemnie i niebezpiecznie. Scena jak z życia, przeplataniec - przed chwilą było super, cuda się działy, a teraz wieje, leje…. A gdzie jest Pan? Trzeba płynąć, a Go jeszcze nie ma. A oto przedziwny widok – Ktoś zmierza po wodzie w stronę ich łodzi. Kim On jest, że chodzi po wodzie? Ile razy Jezus mówi nam, że mamy się nie bać, ponieważ On jest z nami? To On jest, nikt inny, więc nie bójmy się. Mamy po prostu wytrwale ufać i nie bać się.