Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A przyszło za Nim wielkie mnóstwo ludzi z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o tym, jak wiele działał. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby na Niego nie napierano. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: «Ty jesteś Syn Boży». Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.

 

Z synagogi Jezus udaje się nad jezioro. Nawet tam otoczyły Go tłumy ludzi. Niektórzy z nich przyszli z bardzo odległych okolic. Przyszli z całej Galilei. Z odległej o sto pięćdziesiąt kilometrów Jerozolimy. Po co? Aby szukać pomocy i ratunku.

Ile potrafimy znieść wyrzeczeń, aby spotkać się z Jezusem? Jaką jestem w stanie pokonać drogę, aby się Go dotknąć?