Przyprowadzono do Jezusa opętanego niemowę. Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: «Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu!». Lecz faryzeusze mówili: «Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy». Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo».

 

Pan Jezus, nauczając i uzdrawiając ze wszelkich chorób, nieustannie zaświadczał, jak potężną posiada moc. Niestety, nie wszyscy byli zachwyceni Jego cudami, co wyraźnie pokazuje dzisiejsza Ewangelia. 

Ale czyż nie tak dzieje się również współcześnie? Wszak Pan Jezus uzdrawia dziś tak samo jak ponad dwa tysiące lat temu, a przecież tak wielu zupełnie nie wierzy w Jego wszechmoc, nie chce Mu zaufać, nie chce otworzyć się na Jego uzdrawiającą miłość – szydząc i ośmieszając wyznawców Chrystusa.

Na szczęście nasz cudowny Bóg nie zraża się naszą ułomnością, wątpliwościami, a nawet negacją Jego istnienia. Lituje się nad każdym swoim stworzeniem, bo widzi, jak wielkiego ucisku doświadczamy, jakie ogromne przeszkody, pokusy i kłamstwa przeinaczają nam prawdę o Nim samym.

Jakież to wszystko niepojęte… Stworzenie zapiera się swego Stwórcy, a On z czułością, delikatnością i niewyobrażalną miłością pragnie je przytulać, opatrywać i leczyć. To właśnie jest cud boskiej Miłości! I to się dzieje bezustannie, dniem i nocą, po nieskończoność! 

Jak dobrze, Panie, że czuwasz nad nami. Jak dobrze, że zawsze możemy do Ciebie przychodzić, że zawsze pochylisz się nad naszą niemocą i znajdziesz najskuteczniejsze lekarstwo na każde utrapienie. Bądź uwielbiony, Cudowny Lekarzu, teraz i na wieki wieczne! Amen!