Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: «Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».

 

Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili.

Zastanówmy się, czy czasami nie jesteśmy tymi „niektórymi”. Czy czasami nie zdarza nam się myśleć: a z czego mam się spowiadać, przecież zachowuję przykazania Boże, przestrzegam postu itd. Kiedyś na spotkaniu formacyjnym, kiedy wszyscy uczestnicy opowiadali, jak to przestrzegają wszelkich zasad i wykonują wszystkie zalecenia wynikające z przyjętych zobowiązań, Kapłan biorący w tym spotkaniu udział przysłuchiwał się, nie przerywając nikomu. Kiedy wreszcie zabrał głos, wypunktował, w sposób bardzo kulturalny, wszystko to, co nie znalazło się w naszych wypowiedziach. Poczuliśmy się jak ten faryzeusz, który przedstawiał tylko pozytywne strony własnego życia, nie zauważając własnych zaniedbań. 

Czasem warto, aby ktoś z boku przyjrzał się nam, aby podpowiedział, co jeszcze można zrobić, aby poprawić naszą relację z Panem. Może to być spowiednik, może to być żona/mąż czy zaufany przyjaciel. Ważne, abyśmy podeszli do tych uwag w sposób racjonalny, aby one stanowiły dla nas kierunek na dłuższy okres życia przez podejmowanie konkretnego wysiłku pracy nad sobą dla polepszenia wspólnego życia małżeńskiego, rodzinnego i społecznego, aby innym ze mną żyło się lepiej.