Zapytali Go: „Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?” Jezus odpowiedział: „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: "Ja jestem" oraz: "nadszedł czas". Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec”. Wtedy mówił do nich: „Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie”.

 

Zbliżamy się do końca czasów, do momentu, kiedy ze znanego nam świata, w którym czujemy się u siebie i w miarę bezpiecznie, nie zostanie kamień na kamieniu. W każdej epoce i pokoleniu ludzie myśleli, że ta Ewangelia jest o „ich czasach”, bo wiele razy powstawał naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu, miały miejsce silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza oraz straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. Gdy nasz świat zacznie się w jakiś sposób chwiać, nie tylko w sensie katastroficznym, nie warto iść za pseudomesjaszami, którzy żerują na naszych lękach. Warto poszukiwać Jezusa-Mesjasza, który nie bazuje na lęku. Pomimo stanu zagrożenia, w jakim możemy się znaleźć, warto zaufać Bożej mocy, która kiedyś na zgliszczach starego świata uczyni nową ziemię i nowe niebo.