Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę». On Mu odpowiedział: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości». Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną». Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał dookoła i rzekł do swoich uczniów: «Jak trudno tym, którzy mają dostatki, wejść do królestwa Bożego». Uczniowie przerazili się Jego słowami, lecz Jezus powtórnie im rzekł: «Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego». A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może być zbawiony?» Jezus popatrzył na nich i rzekł: «U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe».

 

Miał naprawdę dużo... I nie chodzi wyłącznie o „wiele posiadłości”.
Miał na przykład odwagę przybiec do nieznanego Nauczyciela, paść przed Nim na kolana i pytać... 
Miał odwagę przestrzegać przykazań – „wszystkich”: od czwartego do ósmego (więc pewnie i innych!). Miał też odwagę przyznać się do tego. 
Miał miłość Jezusa – na wyciągnięcie ręki, na odległość spojrzenia, którym Jezus z miłością odkrywał tajemnicę młodzieńczego serca.
Miał odwagę pytać o życie wieczne..., o życie, które się nie zamyka w kilkudziesięciu latach ludzkiej egzystencji tu na ziemi; o życie, które się nie kończy, które wszystkiemu nadaje sens...
Tak... W gruncie rzeczy pytał o sens..., szukał sensu tego, co posiadał, i tego, czego przestrzegał.
I miał odwagę przyznać się do braku... i z głębi tego braku wołać: Nauczycielu dobry, co mam czynić...?

Oprócz poczucia sensu zabrakło mu jedynie odrobiny odwagi, by posłuchać i pójść za Nauczycielem. A może trzeba było więcej niż odrobiny...?