Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w łonie moim. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”.

 

Oczami duszy zobaczmy Maryję, przemierzającą duże odległości piechotą, czasem na osiołku, by dotrzeć do swojej krewnej Elżbiety. Weźmy pod uwagę fakt, że idzie tam pod natchnieniem Ducha Świętego. Dostała wiadomość, przekazaną przez Anioła i nie zastanawiając się długo, poszła, by pomóc Elżbiecie w trudnych chwilach. Nie otrzymała potwierdzenia telefonicznego, nie upewniła się chociażby przy pomocy poczty, czy też maila. Tak zapewne w dzisiejszych czasach zrobiłby każdy „rozsądny” człowiek.

Ileż wiary było w Maryi, skoro zaufała słowom Pana do tego stopnia, że wyruszyła w długą i męczącą podróż, sama będąc w stanie błogosławionym. Narażając się na ewentualne ośmieszenie, gdyby okazało się, że wszystko, co mówił Anioł o Elżbiecie, jest nieprawdą. Przyznajmy, że my użylibyśmy różnych środków, by na wszelki wypadek upewnić się przed wyruszeniem, co do prawdziwości tychże słów.

Niestety współczesny człowiek nastawiony jest na to, co da się sprawdzić. Nic z Ducha, wszystko z ciała. Ufność, wiara, tchnienie Ducha Świętego, intuicja, życie poza wymiarem tego, co mierzalne, sprawdzalne, dające się łatwo określić, zbadać, ująć w schematy, zapisy matematyczne – to jest dla nas tak bardzo odległe, że wręcz wkładane często między baśnie. A przecież mamy być ludźmi wiary! Mamy być ludźmi ducha! Mamy być ludźmi zawierzenia, ufności, otwartości na Świat Duchowy!