Jezus powiedział do swoich uczniów: «Czuwajcie, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o jakiej porze nocy nadejdzie złodziej, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby we właściwej porze rozdał jej żywność? Szczęśliwy ów sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności. Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w duszy: „Mój pan się ociąga z powrotem”, i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. Każe surowo go ukarać i wyznaczy mu miejsce z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów».

 

„Czuwaj!” Tym pozdrowieniem od ponad stu lat pozdrawiają się harcerze w Polsce. Jest to nie tylko tłumaczenie skautowego „Be Prepared’, ale też nawiązanie do średniowiecznej tradycji. W ten sposób nawoływali się wartownicy broniący średniowiecznych warowni. Przeciągłe „Czu-Waj!” miało zapobiegać zasypianiu rycerzy patrolujących nocą mury.

Z obozowego doświadczenia wiem, że najtrudniejsze godziny na warcie to te tuż przed świtem. Ciemność jest wtedy najgłębsza, a zmęczenie największe. Jednocześnie to najlepszy moment na podchody drugiego obozu, kiedy wartownicy są już zniechęceni służbą.

Podobną sytuację opisuje Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Naucza, prosząc o czujność i uważność każdego dnia, choć może się wydawać, że to już nie ma sensu. Warto dziś Jezusowe „CZUWAJ!” usłyszeć i zastanowić się, czy czasem nie przysnąłem na warcie.