Lecz Jezus odrzekł: "Przestańcie zabraniać mu, bo nikt, kto uczyni cud w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. A kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu lepiej byłoby kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli zatem twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie ginie i ogień nie gaśnie".

 

Czy wstrząsają mną przestrogi Jezusa, czy też uważam je za przerostowe?

Czy w dzisiejszym świecie coraz powszechniej postępującego barbarzyństwa, zastanawiam się nad destrukcyjnym działaniem demonów w naszym życiu?

Czy troszczę się o prawdziwe relacje z drugim człowiekiem?

Czy codziennie podczas wieczornego rachunku sumienia uzmysławiam sobie, że zło tkwi również we mnie, w moich myślach, słowach, czynach, postrzeganiu innych?

Czy dzisiejsza Ewangelia pokazuje mi nową perspektywę konieczności stawania w prawdzie?

W dzisiejszej perykopie padają dosadne określenia, choć oczywiście są one przenośne. Jednakże znaczenie ich jest nie byle jakie: ręka, oko, noga – czyn, postrzeganie innych, opowiedzenie się za dobrem lub pójście za złem. W ewangelicznej szkole życia, o ile istotnie chcemy być jej uczniami, mamy szansę na konfrontację z naszym sumieniem i najsłuszniejszy wybór. Warunek jeden: prawdziwie kocham Jezusa i wybieram drogę miłości, która najczęściej boli… W świecie toczy się walka między dobrem i złem. Jest zdumiewająca postawa arogancji wobec praw Bożych i chora społeczna akceptacja dla grzechu.

Panie Boże, bądź uwielbiony.

Jezu, proszę Cię o głębokie doświadczenie codziennego stawania w prawdzie, bo w żadnym wypadku stwierdzenie, iż prawda nas wyzwala, nie jest kłamstwem. Obym nigdy nie gorszyła moich bliźnich. Proszę Cię Panie o łaskę częstej spowiedzi. Obnażaj we mnie pychę, grzech.

…boli?

- E nic, to tylko życie.

Przejdzie.

Agnieszka Koteja, albertynka