Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego - którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali - łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył.

 

Czy słowa dzisiejszej ewangelii przemieniają moje życie?

Czy postać Jana, świadczącego o Jezusie, jest dla mnie przykładem człowieka pokornego, kochającego Jezusa?

Czy budzi się we mnie pragnienie, odwaga, mężne serce w przyznawaniu się do Jezusa i świadczeniu o Nim zawsze i wszędzie?

Czy zwracam uwagę na własne słowa: czy są raniące innych, czy miłosierne?

„ W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła”.

Jakże często boimy się własnej ciemności, mrocznych tajemnic naszego życia; pomroczności grzechów, przyklęknięcia u stóp konfesjonału. Niektórzy z nas boją się Boga, który tak nas ukochał w swoim Synu. Zachowujemy się absurdalnie, podważając istnienie Boga, na wszelkie możliwe sposoby udowadniając, iż to wyłącznie my jesteśmy panami tego świata, historii, że Syn Boży nigdy nie pojawił się na ziemi. Zaprzeczamy, kłócimy się o racje, odchodzimy od Boga, nie chrzcimy dzieci, choć pochodzimy z rodzin katolickich, zabiegamy o karierę, komfortowe mieszkania, pragniemy za wszelką cenę mieć kontrolę nad innymi- ciągle mamy czas na… No właśnie, na co?!

Przebudźmy się, zacznijmy błagać Pana o powrót do źródła, do jasności, do światła; prośmy codziennie o zbawienie dla siebie i bliskich oraz dla tych, którzy w swoim duchowym szaleństwie Ciebie Boże unieważniają.

Ojcze, bądź uwielbiony za miłosierdzie, którym obdarzasz każdego z nas, i tego wierzącego, i tego, który mówi, że Ciebie nie ma. Jezu Chryste, bądź uwielbiony za Twoją miłość i miłosierdzie dla nas. Duchu Święty Boże, bądź uwielbiony za Twoją niezatartą pieczęć, którą otrzymaliśmy na chrzcie świętym. Boże, proszę Cię, abym jeszcze bardziej Cię kochała.

„ Uwielbiam Ciebie, Boże mój, jako początek i źródło wszystkiego, co istnieje w świecie.(…) Mogę tylko używać słów i mówić „ wierzę” nie rozumiejąc. Ale to mogę uczynić. Mogę uwielbiać Ciebie, wielki mój i dobry Boże, jako jedyne Źródło wszelkiej doskonałości, i to właśnie czynię, i z pomocą łaski Twojej będę czynił zawsze”.