Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat pośród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze mówili do Niego: "Patrz, czemu oni czynią w szabat to, czego nie wolno?" On im odpowiedział: "Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie i poczuł głód, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom". I dodał: "To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest Panem także szabatu".

 

Jezus wobec ataku faryzeuszów za złamanie przepisu o świętości dnia szabatu przywołuje wydarzenie z życia Dawida opisane w Pierwszej Księdze Samuela (21, 2-8). Dawid był już wtedy królem namaszczonym, ale ciągle uciekał przed prześladującym go Saulem. Uciekał z towarzyszami i był głodny. Jedyny chleb, jaki znajduje w mieście Nob, gdzie dotarł, to chleb ze świątyni, który mogli spożywać tylko kapłani. Dawid posilił się wraz z towarzyszami i udał się w dalszą drogę, a właściwie na tułaczkę. Dobro człowieka jest ponad wszelkim przepisem prawa. Najważniejsza jest miłość.

Jezus – od pierwszych stron Ewangelii – jest Królem już namaszczonym, ale jeszcze nierozpoznanym. Zna Ojca i – w odróżnieniu od faryzeuszów – zna doskonale słowo Boże i Jego znaczenie. Faryzeusze nie czytali albo nie doczytali o wydarzeniu, o którym Jezus wspomniał. Nie byli również w stanie „czytać” – z pozycji władzy – wyższości samego Jezusa.

Jezus jest Panem szabatu, ponieważ „szabat jest dla człowieka”, a On jest Człowiekiem pierworodnym wobec całego stworzenia. Jest naszym wzorem. Szabat jest więc dla Najważniejszego Człowieka, którego pragnienia należy odczytać i realizować. Ciągle jednak nie jest „odczytywany”, bo tak bardzo ludzki. Przez to, że prawdziwie i najpełniej ludzki, miłosierny, może nas poprowadzić do boskości, bo jest również Bogiem. Ma uczniów, głodnych, których właśnie tak prowadzi, a w tej sytuacji również ich broni. Uczniowie coraz głębiej poznają Słowo, przez które spokojnie się nakarmią i którym się nakarmią, pokochają i ogłoszą światu. Nauczą się „czytać” Jezusa.

A jeśli spotkamy mocarzy, którzy widzą litery paragrafów wyraźniej niż głodne, zmęczone lub poranione oblicze człowieka? Trzeba nakarmić głód mocarzy, którego nie są do końca świadomi, a samemu nie schodzić z drogi Słowa, które choć odrzucane, jest ciągle obecne i interpretowane przez nasze życie. Jezus jest „odczytywany” przez nasze życie. My jesteśmy słowem Ewangelii, które samo w sobie ma moc o wiele większą niż jakakolwiek siła. Słowo przechodzi przez bramę Krzyża i zwycięża. Ostatecznie trwa na wieki.