Jezus opowiedział faryzeuszom i uczonym w Piśmie następującą przypowieść:
„Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zagubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: «Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła».
Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia”.

 

Kilka lat temu usłyszałem poważny zarzut: jak ksiądz będzie tak działał z tą grupą ewangelizacyjną, to ludzie chodzący do kościoła przestaną przychodzić, a ci nie przychodzący zaczną. Na początku ucieszyłem się na tę wiadomość, bo średnia chodzących to około trzydziestu procent, ale później pomyślałem ze smutkiem właśnie o nich.

Czy będąc na niedzielnej Eucharystii, pozwalam Jezusowi i sobie na to bycie odnalezionym, przytulonym i dotkniętym Jego sercem pełnym miłości i troski? Czy będąc w gronie owych sprawiedliwych, odczuwam pragnienie bycia z Jezusem, a nie tylko spełnienia niedzielnego obowiązku?

Pięknie brzmią słowa przesłania: wiara to spotkanie osoby Jezusa z osobą człowieka. I gdy głoszę to słowo komuś niepraktykującemu, to dostrzegam większy entuzjazm, aniżeli wówczas, gdy mówię to słowo na niedzielnym kazaniu. Pewnie i my kapłani sami siebie musimy zapytać o to, czy czuję się odnaleziony i dotknięty obecnością Chrystusa; czy mówię swoim parafianom o tych owocach spotkania z Jezusem.

Czasami brakuje mi świadectwa mojego Biskupa mówiącego o tym, jak np. się modli. I dlatego to dzisiejsze wielkie modlitewne wołanie o świętość kapłanów. Czy powiedziałem kiedyś swojemu proboszczowi lub innemu duszpasterzowi swoje świadectwo powrotu do doświadczalnego spotkania z Jezusem?

Mnie ktoś kiedyś powiedział: ksiądz zepsuł nam proboszcza, bo teraz jest taki bardziej kapłański, czyli bardziej zaangażowany w stwarzanie atmosfery sprzyjającej rozwojowi wiary parafian. Taka rzeczywistość "zepsucia" nazywa się drogą do świętości.