Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? On, usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.

 

Przeczytaj tę Ewangelię jeszcze raz i zapytaj siebie: czy przypadkiem do Ciebie Jezus dzisiaj nie wypowiada tych słów: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”.

Może za bardzo zwracasz uwagę na formę, a za mało na wnętrze. Może zbytnio pozory są dla ciebie ważne, a za mało serce. Może właśnie to ty nabrałeś tego poczucia, że już teraz po tylu rekolekcjach, dniach skupienia, jesteś na dobrej drodze, dużo wiesz, modlisz się, stosujesz się do wskazówek kapłana. Może to twoje serce nabrało pewności, że ty jesteś w porządku wobec Boga. Wypełniasz Jego nakazy, słuchasz Jego przykazań, co niedzielę chodzisz do kościoła. Rano i wieczorem odmawiasz modlitwy, pościsz w piątki. Robisz to, co mówi Kościół i kroczysz pewną drogą ku świętości.

Zbadaj swoje serce. Jeśli nabrałeś tej pewności - podobny się stajesz do faryzeuszy. Bo pojmujesz świętość jako wypełnianie nakazów prawa. A świętość zaś jest miłością Boga. Świętość wypływa z miłości. Świętym jest ten, kto kocha. „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”.