Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony, jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją i wrzuca do ognia i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.

 

Czytając dzisiejszą Ewangelię, przypominam sobie, jak ostatnio przycinałem winogrona na swojej działce, bo tak bardzo się rozrosły, że zaczęły zagłuszać pędy z owocami. Wyciąłem naprawdę sporo pędów bez owoców. To, co zostało, nie wygląda może najpiękniej, ale został sam owoc. Gałęzie z owocami też przyciąłem, aby owoc był większy.

Wszystko zatem, co zostało opisane w dzisiejszej Ewangelii, zgadza się. Nasuwa mi się pytanie: czy ja zgadzam się na to, aby Bóg mnie "przycinał", formował, szczególnie w sytuacji, kiedy zaczynam się "zachwaszczać"?

Na zewnątrz wszystko może wyglądać pięknie, a ja w środku mogę być pusty, bez owocu. Wtedy dobrze jest dać się przyciąć, oczyścić w sakramencie spowiedzi, aby zapuścić swoje korzenie na nowo w Jezusie i z Niego czerpać soki do życia. Czego sobie i Wam życzę.