Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów . A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel, to znaczy: Bóg z nami. Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił anioł Pański: wziął swoją Małżonkę do siebie.

 

 

         Z czym Ci się kojarzą święta Bożego Narodzenia? Wigilia, szopka bożonarodzeniowa, tzw. „pasterka”, choinka, opłatek, kolędy, prezenty, zapach piernika i zupy grzybowej… Tzw. „młode pokolenie” często utożsamia Boże Narodzenie z … filmem „Kevin sam w domu” (urasta to nawet czasem do absurdu: Nie ma Kevina w TV, nie ma Bożego Narodzenia!?) oraz promocjami w galeriach handlowych.

      W hipermarketach Boże Narodzenie rozpoczęło się już w pierwszych dniach listopada, kiedy z półek zniesiono znicze, a ustawiono choinki, bombki, migoczące światełka. Z głośników natomiast można słyszeć miły śpiew tradycyjnych kolęd i pastorałek. Kto nam „ukradł” Boże Narodzenie? PIENIĄDZ!!!

      Jednak Kościół zawsze trzyma „rękę na pulsie”. Okres Adwentu chce nas dobrze przygotować, tak bardzo spokojnie, na Boże Narodzenie (to historyczne i co najważniejsze- eschatologiczne). Dopiero po 16 grudnia w liturgii rozpoczyna się czas bezpośredniego przygotowania do uroczystości Narodzenia Pańskiego, w której wspominamy pierwsze przyjście Chrystusa na ziemię.

     Dzisiaj ewangelista Mateusz przenosi nas w bardzo bliską perspektywę Bożego Narodzenia. Rozważając ten tekst, nie sposób uciec od kilku nurtujących pytań.

      Dlaczego Józef chciał oddalić Maryję (już swoją żonę!)? Przecież byli- jak zauważa św. Mateusz, „po zaślubinach”! Trudno nam, żyjącym w kulturze zachodniej zrozumieć zwyczaje i obyczaje ludzi Wschodu. Interpretując Pismo Święte, musimy jednak zobaczyć, jak kultura semicka podchodziła do sprawy małżeństwa. Na małżeństwo tradycyjnego Żyda składały się trzy etapy. Na początku była obietnica zawarcia małżeństwa (niekoniecznie składali ją sobie przyszli małżonkowie, najczęściej czynili to ich rodzice lub swatka). Przyszli małżonkowie praktycznie do ślubu mogli się nie znać, nawet nie widzieć.

        Drugi etap obejmował tzw. „zaręczyny” czy też „zaślubiny”. Zaręczyny były oficjalnym potwierdzeniem chęci małżeństwa i nie można było się już z nich wycofać. Jedynie rozwód mógł unieważnić taki związek. Parę uważano już za małżeństwo, chociaż jeszcze nie mogli cieszyć się oni wszystkimi prawami małżeńskimi. W świetle tego zwyczaju Maryję uważano już na prawowitą żonę Józefa. Takie zaręczyny trwały około roku (tak na marginesie: Instrukcja Episkopatu Polski o przygotowaniu do zawarcia małżeństwa w kościele katolickim z 13.12.1989 r. podaje: „usilnie zaleca się , aby zaręczyny odbywały się przynajmniej na sześć miesięcy przed ślubem” [zob. p.32]).

         Pod koniec roku narzeczeństwa następował trzeci etap- zawierano właściwe małżeństwo.

        W przypadku Józefa i Maryi nie wiemy, ile czasu upłynęło od chwili zaręczyn. Na pewno nie byli jeszcze tym „właściwym małżeństwem”. Kiedy Józef dowiaduje się, że jego małżonka jest w stanie błogosławionym, „nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie”. Prawo Mojżeszowe pozwalało Józefowi publicznego dochodzenia i procesu, aby wykazać winę lub niewinność małżonce. On jednak nie chciał takiego rozwiązania sprawy, ale „postanowił opuścić Ją potajemnie”.

       W bieg wydarzeń wkracza w tym momencie wysłannik Boży. Widzenie ma miejsce podczas snu. Warto w tym miejscu dodać, że Józef nie jest odosobnionym przypadkiem, w którym przez sen Bóg objawia swoją wolę. W Księdze Rodzaju odnajdujemy Adama, któremu podczas głębokiego snu Bóg wydobywa żebro, by stworzyć Ewę (2,21). Również i w przypadku Abrahama, który zmorzony zmęczeniem zasypia i wtedy zostaje mu przekazane Boskie objawienie (zob. Rdz 15,12).

       „… z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło” – obwieszcza Boski wysłannik. Duch Święty, tak jak był przy stwarzaniu świata (Rdz 1, 1nn), tak i jest w życiu Jezusa. To nie człowiek z własnej mocy i woli rodzi Boga, ale Jezus jest całkowicie DAREM Boga i przychodzi od Niego.

      Anioł oznajmia imię, jakim ma być nazwane: „nadasz imię Jezus”. Jezus w języku hebrajskim [Jeszua] oznacza: „Bóg jest zbawieniem” (zob. KKK 430). W tym imieniu zawiera się cała misja Jezusa.

       Kiedy Józef wybudzi się ze snu, uczyni tak, jak mu polecił Anioł. Jego obawy i lęki ustępują w momencie spotkania z Bożym wysłannikiem. Nie dyskutuje, nie próbuje szukać „dziury w całym”. Chce wiernie wypełnić to, co Bóg mu przygotował.

      Uroczystość Bożego Narodzenia, to nie tylko zewnętrzne znaki, ale przede wszystkim żywy i obecny Bóg. To, że „świat” chce nam wydrzeć Boga – nawet i w te święta, nie znaczy wcale, że musimy mu ulegać i „płynąć z prądem” (tak przecież czynią zdechłe ryby!). My przecież żyjemy! Bądźmy jak św. Józef – słuchajmy i odkrywajmy to, co Bóg każdemu z nas przygotował. Boże Narodzenie jest ku temu wyjątkowym czasem. Wykorzystajmy to!

 

 Inne komentarze ks. Krzysztofa