Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: "Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”.

 

Znajomy egzorcysta skomentował swoje różne doświadczenia: walka wciąż trwa, a tak wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy. Cóż w tym dziwnego, że na polu pośród tego, co zasiane czy zasadzone, pojawiają się chwasty! Zawsze tak było! Cóż w tym dziwnego, że w świecie jest zło! Zawsze tak było! 

Gdy ludzie spali, przyszedł nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. To nie przypadek, że jest zło, że jest chwast. Nasz nieprzyjaciel zawsze będzie się starał zepsuć nam życie, a przez nas także innym – na tyle, na ile ja mu pozwalam działać: przez trwanie w grzechu – bez łaski uświęcającej, w nałogu, zapominając o modlitwie czy odmawiając ją niestarannie, nie troszcząc się o innych… Czujesz uciążliwość chwastów, którym pozwoliłeś pojawić się w swoim życiu? Jeżeli tak, to wiesz, że nie ma co pozwalać sobie na granie na dwa fronty. Jeśli nie, to uwierz, że nawet z małych grzechów potrafią wyrosnąć uciążliwe badyle.

Dbanie o swój ogród, o swoje życie to jednak przede wszystkim pielęgnowanie dobrych roślin. Dbajmy, aby dobro – miłość Boga i bliźniego – wzrastało w nas z dnia na dzień. Swoje wysiłki skierujmy na czynienie dobra – ono może zwyciężyć i zostać zwiezione do spichlerza.