Izrael był jak dorodny krzew winny, przynoszący wiele owoców; lecz gdy owoc jego się mnożył, wzrastała liczba ołtarzy; im większy dobrobyt w kraju, tym wspanialsze budowano stele. Ich serce jest obłudne, muszą pokutować! On ich ołtarze zburzy i stele powywraca. Powiedzą wtedy: «My nie mamy króla, bo nie baliśmy się Pana – zresztą, cóż nam król pomoże?» Samaria upadnie, a król jej będzie jak odłamany konar na powierzchni wody. Zniszczone będą wyżyny Awen – grzech Izraela. Ciernie i osty wyrosną na ich ołtarzach. Wtedy powiedzą górom: «Przykryjcie nas!», a wzgórzom: «Padnijcie na nas!» Posiejcie sobie sprawiedliwość, a zbierzecie miłość; wykarczujcie sobie karczowiska. To czas szukania Pana, aż przyjdzie i ześle wam sprawiedliwość.

 

gdy owoc jego się mnożył, wzrastała liczba ołtarzy

Dobrobyt Izraela wcale nie jest czasem sprzyjającym zbliżaniu się do Boga, wdzięczności względem Niego. Wręcz przeciwnie, powodzenie i sukcesy doprowadzają członków narodu wybranego do decyzji, że Bogiem staje się dzieło ich rąk.

Wbrew pozorom powodzenie to czas ogromnie niebezpieczny dla wiary, bo wtedy bardzo szybko ludzkie serce zaczyna wierzyć, że to, co mam, to moje dzieło, to owoc mojego wysiłku, ciężkiej pracy. A co za tym idzie, rodzi się pytanie: po co mi Bóg? I wtedy niejednokrotnie na miejsce Boga wskakuje cokolwiek innego: ja, pieniądze, moje stanowisko, drugi człowiek itp.

Im więcej człowiek osiąga, tym bardziej potrzeba, by wiara była silniejsza, więź z Bogiem głębsza, czas dla Boga wyłączny. Żeby cokolwiek w życiu osiągnąć, potrzeba zdolności, talentu, ale jeszcze więcej potrzeba koncentracji, dyscypliny, wyrzeczenia. W sferze duchowej, w sferze wiary jest tak samo.