Szczepan pełen łaski i mocy działał cuda i znaki wielkie wśród ludu. Niektórzy zaś z synagogi, zwanej synagogą Libertynów i Cyrenejczyków, i Aleksandryjczyków, i tych, którzy pochodzili z Cylicji i z Azji, wystąpili do rozprawy ze Szczepanem. Nie mogli jednak sprostać mądrości i Duchowi, z którego natchnienia przemawiał. Gdy usłyszeli to, co mówił, zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego. A on pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: „Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga”. A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem. Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: „Panie Jezu, przyjmij ducha mego!” A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: „Panie, nie poczytaj im tego grzechu”. Po tych słowach skonał.

 

Pierwszym skojarzeniem, od którego nie mogę się uwolnić podczas lektury 6 i 7 rozdziału Dziejów Apostolskich, jest psalm 131 i przekonanie, że Szczepan w chwili swojego męczeństwa mógł śmiało modlić się słowami: „Wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy. Jak niemowlę u swej matki, jak niemowlę – tak we mnie jest moja dusza” (Ps 131,2). Relacja tego wydarzenia zdaje się sugerować przygotowanie do snu niemowlęcia, które jest pewne bezpiecznych ramion rodziców i nie zwraca uwagi na to, co się dzieje wokół niego, bo czuje i chłonie całym sercem ogromną czułość i troskę swoich najbliższych.

Jednocześnie towarzyszy mi zdumienie nad intuicją Kościoła, który w sąsiedztwie narodzin Zbawiciela umieścił pamięć o śmierci pierwszego z diakonów. I jestem głęboko przekonany, że świadectwo miłości do Chrystusa i niezwykłe podobieństwo w opisach ukrzyżowania Jezusa i ukamienowania Szczepana zachęca dziś każdego z nas do przylgnięcia sercem do Serca Boga i modlitwy o doświadczenie Jego dobroci.