Przyprowadzono do Jezusa opętanego niemowę. Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: «Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu!». Lecz faryzeusze mówili: «Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy». Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo».

 

W życiu potrzebujemy innych ludzi. Czasem jesteśmy zbyt słabi, brakuje nam odwagi albo po prostu wsparcia i otuchy. Drugi człowiek w takich momentach staje się na wagę złota. Łatwej z drugim człowiekiem przeżywać radości, ale też i trudne doświadczenia. 

Bohater, o którym wspomina św. Mateusz, też wiele zawdzięczał innym ludziom. Nie dość, że ów człowiek był niemy, to jeszcze opętany przez złego ducha. Sam zapewne nie zaradziłby swojej biedzie. Nie mógł osobiście prosić Jezusa o łaskę zdrowia ani nikogo z otoczenia, aby go do Niego zaprowadził. To inni ludzie przyprowadzają go do Jezusa. Chrystus natychmiast go uzdrawia, nie domagając się nawet oznak wiary.

Potrzeba ludzi dobrych, dobrych żniwiarzy i pasterzy. W świecie, między ludźmi wciąż brakuje dobroci i miłosierdzia. Próbujmy sprostać wymaganiom, które stawia przed nami Bóg.