Gdy po pewnym czasie Jezus wrócił do Kafarnaum, posłyszano, że jest w domu. Zebrało się zatem tylu ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. I przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili nosze, na których leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: "Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy". A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: "Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?" Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: "Czemu myśli te nurtują w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć paralitykowi: Odpuszczone są twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje nosze i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów – rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje nosze i idź do swego domu!" On wstał, wziął zaraz swoje nosze i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga, mówiąc: "Nigdy jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego".

 

Jezus nie miał swojego domu w Kafarnaum. Kiedy się zatrzymywał w tym mieście, bywał w domu Piotra. Obecnie ruiny budynku, uważanego za dom Piotra, zostały odkryte i można je zwiedzać.

Jakiż wspaniałomyślny był ten Piotr! Udostępnił swój własny dom nie tylko Jezusowi, ale pozwolił, by przychodziły tam tłumy, by Mistrza zewsząd oblegały. Nie patrzył na niewygodę, zniszczenia, straty materialne. Pozwolił nawet na zdemontowanie dachu. Wszystko po to, by dopuścić ludzi do Jezusa.

Może właśnie wtedy Jezus podjął w sercu decyzję, by Piotrowi powierzyć klucze Królestwa Niebieskiego? Dobrze jest mieć takiego klucznika w niebie, który wszystko zrobi, by dopuścić człowieka do Jezusa.