Bracia: Nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście współobywatelami świętych i domownikami Boga, zbudowani na fundamencie apostołów i proroków, gdzie kamieniem węgielnym jest sam Chrystus Jezus. W Nim zespalana cała budowla rośnie na świętą w Panu świątynię, w Nim i wy także wznosicie się we wspólnym budowaniu, by stanowić mieszkanie Boga przez Ducha.

 

Żarliwość św. Pawła wobec Kościoła w Efezie oszałamia siłą przekazu, gdy Apostoł Narodów przypomina chrześcijanom w tamtym mieście, że co prawda kiedyś byli „obcy względem obietnicy zawartej w przymierzach, nie mający nadziei ani Boga na tym świecie” (Ef 2,12), teraz jednak znaleźli się blisko źródła życia dzięki krwi Chrystusa. Równie mocno brzmi ogłoszenie prawdy, która dociera do nas we właściwym tekście pierwszego czytania: „Tak zatem nie jesteście już cudzoziemcami ani przybłędami, lecz współobywatelami świętych i należycie do domu Boga” (w. 19).
Wydaje się oczywiste, że każdy ma prawo otrzymać zaproszenie do wspólnoty Kościoła i każdy ma prawo z niego skorzystać. Podobnie oczywiste powinno być, że każdy z będących już wcześniej w Kościele ma prawo (i obowiązek) potraktować siostry i braci, którzy dopiero co wybrali drogę wiary, jak siostry i braci – bo to nie przybłędy, ale domownicy…
Noszę w sobie od pewnego czasu bolesne przekonanie, że sporo mojej (lub innych) ukrytej czy jawnej nieakceptacji bierze się z faktu, że wciąż za mało we mnie (w nas) świadomości Kościoła jako DOMU, w którym każde dziecko ma prawo oczekiwać przyjęcia i miłości… Może dlatego zbyt często walczymy ze sobą o wyłączność na łaskę Ojca Niebieskiego, odrzucając proste stwierdzenie Jezusa: „wy wszyscy jesteście braćmi”? (por. Mt 23,8)
Dzisiaj szczególnie mocno i z pełnym przekonaniem chcę dziękować za Kościół postawiony „na fundamencie apostołów i proroków (…), by być mieszkaniem Boga dzięki Duchowi” (Ef 2,20.21b). I proszę również bardzo żarliwie, żeby to dziękczynienie otworzyło nam szeroko oczy i serce na wszystkich, dla których Ojciec przygotował szczęście na wieczność. W końcu mamy prawo (a ufam, że także niepohamowaną ochotę) poczuć się w niebie jak w domu…