Doskonałość jest na dziś

Wtorek, XI Tydzień Zwykły, rok I, Mt 5,43-48

Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.

 

 

    Na tym świecie „po części poznajemy” i „widzimy niejasno, jakby w zwierciadle” (1Kor 13,12), ale możemy być jednocześnie doskonałymi, czyli podobnymi do Boga.

   Pełne i jasne poznanie będzie w niebie, ale mimo ograniczeń ciała i pomimo grzechu, słowa Ewangelii, wezwania i przykład Jezusa, prowadzą nas do doskonałości już tutaj. Jest ona możliwa poprzez miłowanie nieprzyjaciół.

    Św. Jan Chryzostom zauważa: „Być policzkowanym oznacza coś więcej niż bycie cichym (por. Mt 5,5.39); oddanie płaszcza nawet z suknią niż bycie miłosiernym (por. Mt 5, 7.40); znoszenie niesprawiedliwości niż bycie sprawiedliwym (por Mt 5, 6.11); odbieranie uderzenia w twarz i bycie zmuszanym do drogi niż czynienie pokoju (por Mt 5, 9.39.41)”.

    Kiedy więc miłuję wszystkich, nikogo z tego miłowania nie wykluczam, wybaczam tym, którzy mnie prześladują i krzywdzą, modlę się za nich i jestem gotowy do pojednania (mimo, że mogę ciągle jeszcze słyszeć drwinę czy przekleństwo i jest za wcześnie, by nastąpiło zewnętrze pojednanie, ale ja jestem już gotowy) – jestem doskonały. To nie powód do wyższości wobec innych, ale zadanie – misja, z którą jesteśmy posłani do świata.

   Chodzi więc o doskonałość miłości, która obejmuje swoim zasięgiem jak słońce czy deszcz, wszystkich ludzi. Bóg tego chce, abym w każdej chwili był w miłości taki sam, jak i On jest wobec wszystkich. To otwarte drzwi ojcowskiego domu, do których może się zwrócić również ten, który odszedł bardzo daleko.

   Miłowanie „swoich”, pozdrawianie tylko znajomych ze swego kręgu, czyni nas podobnymi do celników, pogan i innych członków sekt. Dzielimy wtedy dalej świat na dobrych i złych, lepszych, gorszych, uprzywilejowanych, bo znających tajemnice i idiotów. Taki podział nie wypływa ani z miłości, ani tym bardziej z przykładu Jezusa Chrystusa.

    Można być i trzeba być zanurzonym w niepodzielnej (niedzielącej) miłości, można być nietkniętym, bez skazy, pełnym, pełnowymiarowym katolikiem w świecie podzielonym i nastawionym wrogo do wartości ewangelicznych. Gwarantuje to miłość poznawana i kontemplowana w Chrystusie. On powiedział: „Idziecie na cały świat…” (Mk 16,15).

    Jest możliwe, aby dzisiaj, tak jak wzeszło słońce, dobroci i ciepła Serca Bożego doświadczył każdy, kogo wspomnimy czy spotkamy. Jest możliwe i bardzo potrzebne, aby tak, jak pada deszcz na suchą ziemię,  wypłynęło miłosierdzia z naszego serca wobec krzywdzących nas.

                                                                                                                                                                         Inne komentarze o. Andrzeja