Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie! Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie.

 

Góra – miejsce spotkania nieba z ziemią, Boga z człowiekiem. Człowiek przemija, lecz góra trwa. Jako scenerię dzisiejszego wydarzenia Jezus wybiera właśnie to miejsce. Towarzyszą mu uczniowie: Piotr, Jakub i Jan. Ci sami uczniowie będą też świadkami konania Chrystusa. Nie bez znaczenia są też prorocy Starego Testamentu – Mojżesz i Eliasz, którzy towarzyszą temu wydarzeniu. Oni także doświadczyli w życiu ziemskim ukazanie Boga (teofanii), także na szczytach gór.

Xavier Leon-Dufour w Słowniku Teologii Biblijnej, tak tłumaczy to wydarzenie: „Przemienienie jest potwierdzeniem wyznania pod Cezareą (Mk 8, 29) i usankcjonowaniem objawienia Jezusa, Syna Człowieczego, cierpiącego i wywyższonego. Jego śmierć i zmartwychwstanie będą wypełnieniem Pisma. Przemienienie objawia również osobę Jezusa, Syna umiłowanego i transcendentnego, posiadającego chwałę samego Boga; objawia Jego i Jego słowo jako nowe prawo; antycypuje i zapowiada zmartwychwstanie, które poprzez drogę krzyża doprowadzi Chrystusa do pełnego ukazania Jego chwały i godności synowskiej. To tak wczesne już oglądanie chwały Jezusa miało podtrzymywać uczniów wtedy, gdy będą uczestniczyć w tajemnicy krzyża. Stając się przez chrzest uczestnikami zmartwychwstania zapowiedzianego w momencie przemienienia, chrześcijanie są powołani już tu na ziemi do ustawicznego przemieniania się wskutek działalności Pana (2 Kor 3, 18), oczekując na moment całkowitej przemiany, łącznie z  ciałem, w chwili paruzji (Flp 3, 21). Jak długo zaś uczestniczą tu na ziemi w cierpieniach Chrystusa, każde ich prawdziwe spotkanie z Panem Jezusem odgrywa mniej więcej taką rolę w podtrzymywaniu ich wiary, jak przemienienie w podtrzymaniu wiary uczniów”.

W momencie Przemienienia Bóg daje się częściowo poznać człowiekowi. Rozważając dzisiejszą ewangelię, warto także zwrócić uwagę na pewne słowa, które noszą ze sobą ogromne znaczenie.

„Twarz Jego zajaśniała…”. Twarz człowieka może wyrażać wiele stanów emocjonalnych: radość, zdziwienie, smutek, gniew, ból… Rozpromieniona twarz człowieka jest piękna, bowiem wyraża jego ogromną euforię, radość, szczęście. Miło jest spoglądać na ludzkie oblicza, które jaśnieją radością i pokojem. Człowiek, który spotkał w życiu Boga, bardzo osobiście i indywidualnie, będzie z pewnością miał rozpromienione oblicze, piękną twarz.

Przypomina mi się pewna kobieta z parafii, w której pracowałem kilka lat wcześniej. Niebawem minie pierwsza rocznica jej śmierci. Zawsze, kiedy ją spotykałem, na jej twarzy widoczna była radość, niezależnie od tego, gdzie była: czy to na zakupach, w pracy, w domu, w kościele. Kiedy widziałem ją modlącą się przed Najświętszym Sakramentem, jej twarz jakby promieniowała Bożą jasnością. Nawet w cierpieniu i chorobie, na którą nigdy nie narzekała, nie traciła pogodnej twarzy…

Człowiek, który doświadcza obecności Boga, ma inną twarz, ma piękne oblicze. Mojżesz, schodzący z góry Synaj po spotkaniu z Bogiem, też posiada jaśniejące oblicze.

Innym słowem tej perykopy, które pokazuje istotę bycia z Jezusem jest: „dotknął ich”. Jeżeli kogoś dotykamy, to pozwalamy mu się zbliżyć do nas. Czasem to zwykłe poklepanie po ramieniu może ogromnie wiele znaczyć dla osoby, która w tym momencie przeżywa trudne chwile. To dotknięcie potwierdza „bycie razem”. Chrystus także dotyka Apostołów, kiedy Ci są przestraszeni i zatrwożeni, bo wiedzieli, że widzą Boga i Świętych. W momencie, kiedy Jezus „poklepał ich po ramieniu,” uspokoili się. Czasem przebywanie blisko Jezusa to za mało, dalej można mięć lęki i obawy. Trzeba uchwycić się Jezusa i trzymać Go mocno za rękę, trzymać się Jego płaszcza. Wreszcie pozwolić, by On trzymał Swoją rękę na twoim ramieniu.

 

Przeczytaj również >>Bóg w "Chacie"<< - Przemysława Radzyńskiego.