Jezus powiedział do swoich uczniów: «Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim».

 

Nasza świętość nie zależy od tego, czy czynimy rzeczy widowiskowe, wokół których jest wiele medialnej wrzawy. W takich kategoriach mierzy nas jedynie świat. Nasza świętość zależy tak naprawdę od tego, w jaki sposób żyjemy. Czy jesteśmy uczciwi w naszym postępowaniu. Jakie motywacje kierują naszymi „dobrymi czynami”. Można przecież rozdawać chleb, ale tylko po to, aby zbudować swój korzystny wizerunek i nawet nie spojrzeć w oczy temu, komu chleb ten się daje. I można rozdawać także chleb, bo dostrzega się bliźniego, który jest głodny.

Jezus zwraca uwagę na wypełnianie każdego przykazania, nawet tego najmniejszego. Bo właśnie to przykazanie może okazać się prawie niewidoczne dla świata, ale ważne dla naszego człowieczeństwa. Ilu ludzi, którzy opiekują się niepełnosprawnymi lub niedołężnymi, wypełnia przykazanie miłości bliźniego. Nie są ani rozchwytywani przez dziennikarzy, ani uwielbiani przez tłumy. Ich droga do świętości jest dyskretna, a niejednokrotnie ukryta. Jest jednak autentyczna i jeżeli wytrwają na niej do końca, staną się „wielkimi w królestwie niebieskim”.