Jezus powiedział: «Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: „Pójdź zaraz i siądź do stołu”? Czy nie powie mu raczej: „Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił”? Czy okazuje wdzięczność słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono, mówcie: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”».

 

Ewangelia Jezusa – pomimo tego, że jest ona Dobrą Nowiną – to jednak od początku spotykała się z pewnym zdziwieniem, niedowierzaniem, a nawet sprzeciwem. I nie chodzi tu tylko o zagorzałych wrogów Jezusa czy wszelkich przeciwników religijnych. Przecież sam św. Piotr wyraził swoje niezrozumienie i zdumienie nauką Jezusa, pytając Go: Czy mam przebaczać aż siedem razy? (por. Mt 18,21).

Kolejne pokolenia chrześcijan nie były wolne od tych wątpliwości i problemów z pełną i bezwarunkową akceptacją Ewangelii i płynących z niej wymogów. Nie inaczej bywa z dzisiejszym fragmentem Ewangelii. Zasadniczo bowiem raczej wszyscy lubimy być chwaleni i docenieni. Napisano wiele książek i opublikowano wiele rozpraw naukowych o potrzebie pochwały i docenienia sukcesów w życiu człowieka, na różnych etapach jego życia i rozwoju. Czy więc uczeń Chrystusa ma wyrzec się wcześniejszych uczciwych osiągnięć? Czy ma udawać, że nie przyłożył ręki do takiego czy innego dobra?

Nie. Zapewne nie. Ale nie może przy tym zapomnieć, że droga ucznia Chrystusa to przede wszystkim postawa wdzięczności Bogu za otrzymane talenty, zdolności, którymi ubogacam świat (por. 1Tes 5,18). Droga ucznia Chrystusa to droga nacechowana wrażliwością na potrzeby innych oraz służba Bogu i drugiemu człowiekowi w tym, co życie przynosi. Służba ponad sukcesy i własny piedestał! Bo przecież sam Chrystus nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć (por. Mt 20,28).