Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony, jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją i wrzuca do ognia i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.

 

Chyba każdy wie, jak wygląda krzew winny. Latorośle wyrastają z krzewu i są karmione jego sokami. Jeśli się je odetnie, usychają i umierają. Nic po nich nie zostaje. Taki obraz dziś daje nam Jezus w swoim Słowie, aby ukazać nam, co dzieje się z każdym z nas, kiedy odcina się od źródła życia, od korzeni, od Boga. Usychamy i nie przynosimy żadnego owocu. Oczywiście, można żyć, ciało się porusza, normalnie funkcjonuje. Codzienność toczy się jak zazwyczaj. A jednak jeśli odetnę się od źródła, umieram, jestem martwy, nie noszę prawdziwego życia w sobie. To grzech i zatwardziałość serca są często powodem tego odcięcia i bolesnego umierania, co niesie ze sobą smutek, rozgoryczenie, ciągłe narzekanie, złość, bezsens itd.

Słowo dzisiejszej Ewangelii uświadamia nam, że to Duch daje życie, że życie nasze to życie Boga w nas, to Życie w życiu, On w nas, my w Nim. Jego Słowo we mnie jest równoznaczne z Jego życiem we mnie, a jeśli posiadam to życie, to ono promieniuje na moją codzienność, nadaje sens wszystkim codziennym wydarzeniom, otwiera moje oczy na znaki czasów, bym dobrze odczytywał to, co dzieje się wokół mnie. Jeśli posiadam Słowo w sobie, ono nieustannie mnie poucza, szepcze mi do ucha, co i jak mam uczynić w danej chwili, jak mam postąpić w takiej czy innej sytuacji. I właśnie dzięki takiej współpracy ze Słowem, czyli z Życiem, czyli z Jezusem poprzez Ducha Świętego, mogę przynieść piękne owoce każdego dnia i kłaść się spać z pokojem i radością w sercu, uwielbiając Boga za to, czego dokonuje we mnie i przeze mnie. Bo kiedy noszę Pana w sercu i Nim żyję, wszędzie, gdzie się znajdę, będę żywym tabernakulum i wszystko, co będę robić, będzie zainspirowane przez Ducha Świętego. Każdy chrześcijanin powinien mieć tego głęboką świadomość. Z Jezusem nigdy nie jestem sam. Z Jezusem mogę wszystko, a bez Niego nic. On jeden daje mi moc i siłę do pokonywania trudności. On jeden daje mi miłość, pokój i radość, które mogę dzielić z innymi. Jak wielka jest różnica między wyrastać z krzewu, być z nim zjednoczonym a być od niego odciętym, po prostu „nie być”. 

Dziś Jezus zaprasza każdego z nas, by powrócić do Źródła Życia, do Słowa, czytać je i karmić się nim na co dzień, a w ten sposób zamieszka On w nas, a my w Nim dla naszego szczęścia, obfitych owoców i Jego większej chwały! Amen! Alleluja!