Jezus powiedział do swoich uczniów: «Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę, ażeby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć, i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie podzielonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej».

 

Słowa Jezusa nigdy nie tracą na aktualności. Ciągle towarzyszą nam różne znaki, które można rozpoznać np. w ludziach spotykanych na co dzień. Są to ci, którzy w dzisiejszych czasach umieją dostrzec człowieka potrzebującego, głodnego, człowieka dotkniętego wojną. Także i dzisiaj są tacy, którzy umieją z czułością pochylić się nad chorą matką, ojcem czy dzieckiem. To oni są w naszych czasach znakami Bożej obecności. To właśnie w nich Bóg objawia się nam i wzywa do zastanowienia się.

Jezus, pragnąc zobrazować to, co wnosi w świat, posługuje się obrazem ognia. Chodzi przede wszystkim o ten ogień duchowy. Ogień, który przyniesie Jezus, odnosi się przede wszystkim do Jego przyjścia na ziemię, do Jego nauki i tego, co będzie działo się później. Słowa Jezusa niekiedy mogą stać się powodem różnych przeciwności i rozłamów.

Módlmy się, aby i w nas płonął duchowy ogień miłości Jezusa, abyśmy byli Jego świadkami.