Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak pewna uboga wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, i rzekł: «Prawdziwie, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę Bogu z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie».

 

W Ewangelii jakoś prawie zawsze jest na odwrót niż w „normalnym życiu” i nawet matematyka jest jakaś inna. Znam bardzo dobrze Ewangelię o ubogiej wdowie, ale za każdym razem, kiedy jestem świadkiem tej sceny ze świątyni, to czuję się po prostu źle… Ona dała tylko dwa grosze, ale jej 2 to było 100!

Nie jestem fanem analizowania tego tekstu tylko pod kontem finansowym. Jako zakonnik nie mam za dużo pieniędzy do rozdawania, ale mam dużo innych cennych „walorów”: święcenia kapłańskie, możliwość szafowania sakramentami, modlitwy wstawienniczej, posługiwania charyzmatami…, mam czas – moją „najdroższą walutę”. Czy daję 100% tego, co mam?