Jezus przemówił tymi słowami: "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości. Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy, bo budujecie groby prorokom i zdobicie grobowce sprawiedliwych oraz mówicie: „Gdybyśmy żyli za czasów naszych przodków, nie bylibyśmy ich wspólnikami w zabójstwie proroków”. Przez to sami przyznajecie, że jesteście potomkami tych, którzy mordowali proroków. Dopełnijcie i wy miary waszych przodków!"

 

Jednym z największych darów, jakie mógł otrzymać człowiek, jest możliwość wybierania. Dwie drogi, błogosławieństwa i przekleństwa, są w zasięgu jego możliwości. Jedna, wymagająca, prowadzi do pełni życia; druga, łatwa, przyjemna, wiedzie do zepsucia i zniszczenia. A wszystko dzieje się na płaszczyźnie serca. Gorzej, gdy ono próbuje wykorzystać to, co w danym momencie wydaje się być bardziej użyteczne.

Taką zasadą kierowali się piętnowani przez Chrystusa faryzeusze i uczeni w Piśmie, którym niejednokrotnie bardziej do twarzy było z obłudą. Sprawiedliwi na pokaz, a wewnątrz splątani grubymi nićmi egoizmu. To zniewolenie sobą nie pozwalało im postawić właściwej, pokornej diagnozy dotyczącej osobistej, codziennej egzystencji. Żonglerka Prawem stała się ich chlebem codziennym, sposobem na kreowanie własnego, coraz bardziej wygodnego świata w rzeczywistość oddalającą się od prawdziwego Boga. Do nich i do wszystkich podobnie konstruujących swoją egzystencję Jezus kieruje naprawcze „biada”.

Tylko czy człowiek w stanie wewnętrznej schizofrenii potrafi je właściwie odczytać? Bez uznania w pokorze swojej słabości i pozornych rozwiązań nie może być zmartwychwstania z grobów pobielanych, a wyschłe kości nie przyjmą proroctwa. Prawda o sobie, o własnej niewystarczalności, grzeszności i potrzebie łaski Bożej jest konieczna, by wybrać właściwą drogę, najlepiej tę prowadzącą do życia i błogosławieństwa, ze sprawdzonym Przewodnikiem, którym jest Chrystus Pan. Inaczej pozostaje samotna droga ku śmierci.

Słysząc Chrystusowe „biada” nie trzeba więc się unosić gniewem, a oceniając prawdziwie swoją osobistą rzeczywistość, najlepiej podjąć drogę ewangelicznego błogosławieństwa, dla którego „biada” jest jakby czerwonym światłem na skrzyżowaniu, które za chwilę przemieni się w zielone, by otworzyć nam tę właściwą drogę. Faryzeusze i uczeni w Piśmie w większości nie byli w stanie podjąć Chrystusowego wyzwania, my ciągle jeszcze mamy szansę.