Jezus powiedział do tłumów: «Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on. A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje gwałtu, a zdobywają je ludzie gwałtowni. Wszyscy bowiem Prorocy i Prawo prorokowali aż do Jana. A jeśli chcecie uznać, to on jest Eliaszem, który ma przyjść. Kto ma uszy, niechaj słucha!»

 

W dzisiejszej Ewangelii Jezus wypowiada zadziwiające słowa o Janie Chrzcicielu. Używa przy tym niemalże wstrząsających obrazów, które może nawet trudno nam zrozumieć. Z jednej strony Jezus zaświadcza, że wśród ludzi nie narodził się nikt wspanialszy (większy) od Jana, podkreślając w ten sposób unikatowość i niezwykłość tej postaci. Zaraz jednak dodaje, że w królestwie niebieskim każdy, nawet najmniejszy, znikomy, wydawałoby się nic nieznaczący człowiek, który nie dokonał wielkich rzeczy, większy jest niż on. Potem dodaje, że od czasów Jana Chrzciciela królestwo niebieskie doznaje gwałtu (można to też przetłumaczyć z oryginału: doznaje szturmu, jest zdobywane przemocą, jest porywane przemocą). A na koniec dodaje, że do czasów Jana prorokowali Prorocy i Prawo, a Chrzciciel jest oczekiwanym Eliaszem. Wyraźnie więc widzimy, że Jezus dzieli historię zbawienia na dwie części, dwie epoki. Niejako linię podziału stanowi osoba Jana. Cóż zatem takiego stało się z przyjściem św. Jana Chrzciciela? Kim on tak naprawdę był, że Jezus mógł nazwać go największym z narodzonych z niewiasty? Cóż takiego szczególnego dokonał, przebywając jedynie na pustyni, nosząc zgrzebny strój i głosząc chrzest nawrócenia? I dlaczego wszyscy, nawet najmniejsi, którzy przyszli po Janie, w królestwie niebieskim więksi są niż on?

Odpowiedzi na te pytania możemy znaleźć w Prologu Ewangelii według św. Jana (J 1, 1–18). W tekście tym św. Jan Ewangelista także dokonuje wyraźnego podziału dziejów zbawienia na dwie epoki. Na początku do człowieka Bóg skierował swoje Słowo, które było Bogiem i przez które wszystko stworzył. Prorocy i Prawo, dane człowiekowi na Synaju, to Słowo wyjaśniały oraz zapowiadały przyjście Mesjasza. Dlatego do przyjęcia tego niewidzialnego Słowa Boga potrzebna była wiara. Ale w pełni czasów Słowo stało się ciałem! Przez fakt wcielenia to Słowo Boga mogło być nie tylko usłyszane, ale stało się widzialne, doświadczalne, mało tego – zamieszkało wśród nas, co tak naprawdę tłumaczy się, że rozbiło w nas namiot, uczyniło sobie w nas mieszkanie. Wielkość Jana polegała właśnie na tym, że on jako pierwszy to Słowo rozpoznał w ciele. Tak naprawdę stał się przez to już nie prorokiem Słowa, ale Jego świadkiem, apostołem. Był tak otwarty na Boga, że mógł otrzymać to objawienie bezpośrednio od Niego przez Ducha Świętego, a więc jako pierwszy miał też doświadczenie Boga Osobowego – w Trzech Osobach. Dlatego od czasów Jana, który rozpoznał w Jezusie wcielonego Boga – Baranka Bożego, który gładzi grzech świata – królestwo Boże jest zdobywane przez ludzi gwałtem, rozbojem. Znaczy to tyle, że w Chrystusie, który przyjął nasze człowieczeństwo, mamy „śmiały przystęp do Ojca” (Ef 3, 12), nie ma już żadnej przeszkody, która by nas od Niego oddzielała i uniemożliwiała wejście do Jego królestwa, bo przyszedł Baranek, który zgładził grzech świata. Ponieważ On jako Bóg stał się ciałem, przez Niego w naszym człowieczeństwie zamieszkało królestwo Boże. To jest ów gwałt dokonany na królestwie Bożym. Do nas należy jedynie to przyjąć, tak jak Maryja i Jan Chrzciciel przyjęli niewyobrażalny wcześniej dla człowieka fakt wcielenia Syna Bożego, który dla wielu im współczesnych okazał się nie do przyjęcia…