Uczniom Jezusa przyszła myśl, kto z nich jest największy. Lecz Jezus, znając myśli ich serca, wziął dziecko, postawił je przy sobie i rzekł do nich: „Kto przyjmie to dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmie, przyjmuje Tego, który Mnie posłał. Kto bowiem jest najmniejszy wśród was wszystkich, ten jest wielki”. Wtedy przemówił Jan: „Mistrzu, widzieliśmy kogoś, jak w imię twoje wypędzał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodzi z nami”. Lecz Jezus mu odpowiedział: „Nie zabraniajcie; kto bowiem nie jest przeciwko wam, ten jest z wami”.

 

Kto by chciał być wielki? Jeśli zapytamy dzieci, to zapewne wszystkie odpowiedzą "ja". Jeśli o odpowiedź poprosimy dorosłych, to wielu tak samo pomyśli, ale niewielu wyrazi to na głos. Trudno nam, dorosłym, być przejrzystymi, boimy się odkryć, by nas nie zraniono, by nie uznano za naiwnych, stąd często nakładamy maski. A to powoduje, że zdarza się, iż przestajemy żyć własnym życiem, które zaplanował dla nas Bóg. 

Jezus przypomina nam, że w oczach Boga jesteśmy wielcy, gdy żyjemy wiarą w nasze dziecięctwo Boże, gdy jesteśmy gotowi przyjmować nasze życie i naszych bliźnich z perspektywy dziecka. To prawda, że być może nie raz ludzie popatrzą na nas z politowaniem, ale to nie jest najważniejsze. Liczy się to, że mamy Ojca, który kocha każde swoje dziecko, który pragnie, by każde Jego dziecko Mu ufało i z Jego miłości czerpało do życia swoją codziennością.

Czy mamy odwagę, czy mamy chęć żyć jako dziecko Boga Ojca?