Jezus powiedział do pewnego przywódcy faryzeuszów, który Go zaprosił: «Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych».

 

Kto z nas nie lubi dobrej imprezy? A przecież najlepiej bawimy się w towarzystwie swoich bliskich: przyjaciół czy krewnych. A tu znowu Chrystus każe nam robić coś innego. Bo niby co fajnego może być w przyjęciu z ubogimi, ułomnymi, chromymi czy ślepymi? Tak, to jest bardzo płytka interpretacja słów dzisiejszej Ewangelii. Znowu trzeba nam się zagłębić w to, czego Jezus chce nas nauczyć niejako między wierszami.

Dziel się – przyjacielu – dziel się dobrem i nie spodziewaj się za nie rekompensaty. To jest nic innego, jak życie według jednej z ewangelicznych zasad, a mianowicie ubóstwa. Bądź ubogi, tzn. całe swoje bogactwo gromadź w jedynym godnym zaufania banku, jakim jest skarbiec nieba. Im więcej zainwestujesz, tym więcej odbierzesz, ale niekoniecznie tu na ziemi, lecz właśnie w niebie. Słowa dzisiejszej Ewangelii to nic innego jak wezwanie do pełnienia czynów miłosierdzia w każdym czasie. Ale jest też ważny warunek dobrego spełnienia tychże uczynków: bezinteresowność. Jeśli czynimy dobro dla poklasku, na pokaz, „aby nas ludzie widzieli”, to niestety, ale nie będą one miały wielkiej wartości przed Bogiem. Ważne jest moje nastawienie. Często nie unikniemy pochwały, podziękowania czy wyrazów wdzięczności za dobro wyświadczone innym, ale w tym wszystkim musimy się wystrzegać pychy. Dlatego Pan Jezus zachęca nas do dawania tym, którzy odwdzięczyć się nie mogą.

Kiedy będziesz udawać się na spoczynek, zapytaj siebie: co dzisiaj dobrego uczyniłem(-łam), nie oczekując za to żadnej zapłaty?