Wtem jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. Nie mogąc z powodu tłumu w żaden sposób go przynieść, wyszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem w sam środek przed Jezusa. On widząc ich wiarę rzekł: Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy. Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić. Któż On jest, że śmie mówić bluźnierstwa? Któż może odpuszczać grzechy prócz samego Boga? Lecz Jezus przejrzał ich myśli i rzekł do nich: Co za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy powiedzieć: Wstań i chodź? Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do sparaliżowanego: Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu! I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do domu, wielbiąc Boga. Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj.

 

Zadziwiają te sceny Ewangelii, w których Chrystus Pan dokonuje czynów niezwykłych – cudów. A przecież każdego dnia spotykamy tę rzeczywistość wiary, chociaż może już bardzo zaślepieni jesteśmy filmowymi efektami specjalnymi, iż nie dostrzegamy tego. Cud – nadzwyczajna ingerencja Boga w życie człowieka. Cuda nie skończyły się wraz z wniebowstąpieniem Pana Jezusa. Od tego momentu rozpoczęła się przecież niesamowita ekspansja tych przedziwnych znaków Bożej obecności pośród nas. Do dzisiaj w Imię Jezusa ludzie odzyskują zdrowie, otrzymują dar potomstwa, a nawet doznają wskrzeszenia. 

A jednak te niewytłumaczalne żadnym naukowym językiem wydarzenia są tylko pomocą do zrozumienia tego, co jest cudem największym – Bożej miłości. Miłości ukazanej w tajemnicy wcielenia – Bóg się uniżył – Nieskończony staje się Stworzeniem. Miłości ukazanej w Ofierze Krzyża, która zmywa każdy grzech. Miłości pozostawionej w Eucharystii – tajemnicy nie do zgłębienia ludzkim umysłem. Miłości przebaczenia niesionego w Sakramencie Pokuty. 


Nie „fajerwerki” w wierze są najważniejsze, ale przemiana serca dotkniętego Bożą Miłością. Czy my dzisiaj mamy czas na to, aby tego cudu doświadczyć? Ci, którzy wierzyli w dzisiejszej Ewangelii, napotkali sporo trudności, nim doświadczyli cudu: musieli przynieść paralityka, dalej, musieli wspiąć się na dach, z którego następnie zdjęli zadaszenie itd. Natrudzili się, nim doszło do najważniejszego momentu. I my dzisiaj musimy się niejednokrotnie natrudzić, namęczyć – podjąć duchowy wysiłek, aby w duchu doświadczyć „powstania serca”, które przez grzech może od wielu lat jest sparaliżowane. Do Jezusa trzeba podejść, co nie zawsze jest łatwym zadaniem. Jednak, gdy On dostrzeże Twoją wiarę, to już nie ma rzeczy niemożliwych.