Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. A wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy jesteście braćmi. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony".

 

Czasami mówi się, że kościół ma problem z "wierzącymi, niepraktykującymi", ale większą ranę Bogu zadają "niewierzący, praktykujący". Są podobni do faryzeuszy. Skupiają się na prawie, liturgii, zewnętrznych formach kultu. W imię źle pojętego prawa wyrzucają z kościołów i z własnego serca tych, którzy całym sercem szukają Jezusa.

Prawdziwa dojrzałość chrześcijanina polega na tym, że w gąszczu prawa, nie zamknę oczu na mojego bliźniego.