Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony, jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją i wrzuca do ognia i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.

 

Jezus mówi o sobie: Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. To zdanie jest fundamentalne w praktykowaniu mojej wiary. Wierzę, że jestem jedną z „gałązek” „prawdziwego krzewu winnego”, jeśli któraś z „gałązek” cierpi, cierpią również „gałązki” będące blisko niej, jeśli na „gałązce” rozkwitnie piękny kwiat – cieszą się i weselą pozostałe „gałązki”, podziwiają jego zapach i kształt. Jak dobrze być częścią wspaniałego krzewu, który uprawia PAN.

Inne słowa dzisiejszej Ewangelii to:

Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity. Jak niewiele potrzeba z mojej strony, by trwać w Tobie, Panie, by być ot tak, zwyczajnie wierną Twej nauce, Twoim Słowom. Nie kłamać i nie zakłamywać rzeczywistości, w której żyjemy – jakie to proste, a jakże niełatwe. Owocem otwartości serca jest miłość. Miłość i szacunek do siebie, do małżonka, do dzieci, wnucząt, sąsiadów, przyjaciół… Rozszerza się krąg miłości. Dzisiejszy świat desperacko szuka i potrzebuje miłości. Dawajmy bliźnim cząstkę swego serca, dawajmy, by przez nas wzrastała Chwała PANA.