Pasterze pospiesznie udali się do Betlejem i znaleźli Maryję, Józefa i Niemowlę, leżące w żłobie. Gdy Je ujrzeli, opowiedzieli o tym, co im zostało objawione o tym Dziecięciu. A wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co im pasterze opowiadali. Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu. A pasterze wrócili, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko, co słyszeli i widzieli, jak im to było powiedziane. Gdy nadszedł dzień ósmy i należało obrzezać Dziecię, nadano Mu imię Jezus, którym Je nazwał anioł, zanim się poczęło w łonie Matki.

 

Zastanawiam się, co zrobić, aby człowiek, zwłaszcza młody, mógł wielbić i wysławiać Boga za wszystko, co słyszy i widzi w swoim życiu. Przecież w rzeczywistości każdy z nas chciałby być szczęśliwy. A tu ciągle jakieś przykrości, pokusy, grzechy, nałogi. Na końcu pytanie: "Gdzie jest Bóg?". Odczytując dzisiejszą Ewangelię, otrzymuję odpowiedź: Tylko ten, kto jest gotów wyjść Chrystusowi na spotkanie, jest w stanie Go poznać i doświadczyć. Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek pozostaje bierny wobec swojej wiary.

To nie Jezus przyszedł do pasterzy, ale to pasterze pragnęli spotkania ze Zbawicielem. Nie zdajemy sobie sprawy, jak jesteśmy biedni, kiedy nie stać nas nawet na przyjście w niedzielę na Eucharystię.