Gdy Rodzice przynieśli Dzieciątko Jezus do świątyni, była tam prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostała wdową. Liczyła już osiemdziesiąty czwarty rok życia. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. Przyszedłszy w tej właśnie chwili, sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy. A gdy wypełnili wszystko według Prawa Pańskiego, wrócili do Galilei, do swego miasta - Nazaret. Dziecię zaś rosło i nabierało mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim.

 

Boże, gdzie jesteś? Dlaczego się nie odzywasz? Już nie potrafię, nie dam rady. Tego jest za dużo. To nie na moje siły. Już mi się nie chce. Rzucam to wszystko. Odchodzę… Można by powiedzieć, że prorokini Anna jest osobą przegraną. Prawie całe swe życie była wdową. Tylko siedem lat cieszyła się z małżeństwa. Powinna być zatem zgorzkniała, pochmurna i przygnębiona. A jednak dzieje się coś zupełnie innego. Jak czytamy w Ewangelii: „sławiła Boga i mówiła o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jerozolimy”. Sens swojego życia odnalazła w służbie Bogu: „Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą”.

Przypominają mi się tutaj słowa św. Pawła Apostoła: „Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (Flp 4,12-13).

Prorokini Anna zrealizowała te słowa, pomimo że św. Paweł jeszcze ich wtedy nie wypowiedział. A jak jest w Twoim życiu? Czy potrafisz odnaleźć sens służenia Bogu, sens bycia wiernym Bogu w pozornym bezsensie życia, które Cię otacza…?