Jezus powiedział: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, owce zaś postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych». Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie pastwisko. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie, i miały je w obfitości».

 

Dociera do nas mnóstwo dźwięków. Słyszymy bardzo wiele ludzkich głosów. I tak to już jest, że zazwyczaj jeden z nich jest dla nas najważniejszy. Pytanie, na jakiej podstawie takim się staje. Co sprawia, że właśnie ten dźwięk, a nie inny, jest nam najdroższy? Odpowiedź wydaje się prosta. To miłość. Czy zatem wystarczająco kocham Jezusa, by to Jego głos był tym, za którym idę?

Kiedyś na lekcji jeden z uczniów zapytał mnie, dlaczego chrześcijaństwo. A ja automatycznie odpowiedziałam, że chrześcijaństwo to Jezus, to wolność. Dzisiaj dodałabym jeszcze właśnie Miłość, w której mogę być wolna. Miłość, którą odkrywam. To Jej głos mnie pociąga, choć niestety nie zawsze Jej słucham… Jednak Ona się nie zniechęca i wciąż do mnie mówi…