Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jerozolimy. Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich? Lecz On odwróciwszy się zabronił im. I udali się do innego miasteczka.

 

Dzisiejszy krótki fragment Łukaszowej Ewangelii ukazuje nam bardzo wymowną i - w gruncie rzeczy - bliską emocjonalnie scenę. Oto bowiem Chrystus powziął ryzykowny plan, by zatrzymać się w tej trudnej podróży na obcej ziemi wśród nieprzyjaznych ludzi.

Możemy domyślać sie przyczyn takiego scenariusza podróży: próba nawrócenia Samarytan, a może pokazania apostołom na ostatnim etapie nauczania, na czym polega ich misja. Istotne, że dowiedziawszy się o niegościnności w miasteczku, mimo posiadanej władzy to On - Syn Boży błyskawicznie podejmuje decyzję o zmianie strategii.

Co tymczasem robią uczniowe? Unoszą się gniewem prowadzącym do kompletnie absurdalnego rozwiązania! Nader wyraźnie wyobrażam sobie ich twarze; złość, agresja, zacisnięte pięści - czyżby zapomnieli o najważniejszym przykazaniu "tłoczonym" im przez lata do głów przez Mistrza? Widzisz się wśród nich? Ja zdecydowanie tak. Tyle razy w moim życiu rodzinnym i zawodowym sam Chrystus podchodzi i puka mi po czole, mówąc: "chodźmy!", gniew niestety tak zaślepia, że nawet Go nie zauważam. 

Jezu, proszę nie pozwól, by gniew ograniczał moje działania, naucz mnie w mojej podróży przez życie racjonalnego spojrzenia i podejmowania przemyślanych decyzji! Niech cząstka Twej miłości we mnie pozwoli powiedzieć sobie: ustąp! Niech cząstka Twojej mądrości i rozsądku umożliwi akceptację zmiany moich wizji.